Tytuły, tytułami…

Dzisiejszy wpis przybierze formę zbioru pytań i odpowiedzi. Nie chciałam, żeby mi cokolwiek umknęło, więc tak będzie łatwiej. Zebranie wszystkiego w jednym miejscu wymagało sporo czasu i szperania, zaowocowało jednak tytułową mieszanką.

Zaczynamy. 🙂

1. Czy tytuł Boys Love jest tańszy od innych mang?

Nie jest. Dla Japończyków gatunek nie ma żadnego znaczenia. Tytuł to tytuł. Licencja na tytuł BL kosztuje tyle samo, co w przypadku tytułu nie-BL (różnice występują jedynie w cenie materiałów i ilości egzemplarzy – przez co wzrasta całkowity koszt licencji). Dlatego w naszym przypadku Slow Starter był droższy niż Usłyszeć ciepło słońca (pod względem ceny materiałów).

2. Jak wygląda podejście japońskich wydawców do zagranicznych wydawców mang BL?

Około 97% (3% zostawiamy dla bezpieczeństwa – jednak nie znamy wszystkich wydawców) wydawnictw japońskich posiada w swoich zasobach przynajmniej jeden tytuł Boys Love. Czy zatem nie byłoby hipokryzją, gdyby taki wydawca miał pretensje o to, że ktoś wydaje BL? Japończycy traktują to jako biznes. Nie obchodzi ich gatunek wydawanego tytułu, tylko wysokość sprzedaży.

3. Czy BL jest faktycznie popularne w Japonii?

Wyraźny wzrost popularności BL obserwuje się od mniej więcej trzech lat.

4. Jak wygląda proces zdobywania tytułów? Co to jest Agencja? I dlaczego polscy wydawcy nie piszą bezpośrednio do japońskich wydawnictw?

Jako że w hierarchii przyznawania tytułów w Japonii zagraniczne wydawnictwa znajdują się niżej niż wydawcy rodzimi, to po naszej stronie leży obowiązek złożenia oferty na zakup licencji do danego tytułu. Oczywiście nie oznacza to, że go dostaniemy, wszak Japończycy mogą zwyczajnie nie być zainteresowani współpracą. Ba! Oni nawet nie muszą nam nic dawać, jeśli stwierdzą, że krajowy rynek zapewnia im wystarczające dochody. Czasem też odmawiają przez wzgląd na małe doświadczenie wydawnictwa lub niewielką ilość dotychczas wydanych mang. Czyli: albo trafisz, albo nie.

Agencja jest po prostu pośrednikiem między zainteresowanymi stronami. Bardzo często w japońskich wydawnictwach brakuje działu zajmującego się sprzedażą licencji, dlatego pozwolenia na wydanie ich tytułów są sprzedawane przez odpowiednie Agencje.
Jak wiadomo, ludzie różnią się charakterami i podejściem do pracy, co dość często przekłada się na relacje biznesowe. Czasami ktoś może być kłopotliwy, ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że praca z Japończykami to dla mnie wielka przyjemność.

5. Za co płaci wydawca?

Wydawca płaci za… licencję, materiały, druk, pracowników. Trochę tego jest, prawda? Są to oczywiście koszty liczone w tysiącach złotych, więc mam nadzieję, że przestaną Was dziwić ceny okładkowe mang.
Wszyscy jesteśmy ludźmi, mamy rachunki do zapłacenia, opłaty za prowadzenie firmy i wynagrodzenia pracowników. No i zjeść też coś czasem trzeba – nie samą mangą Klusek żyje. Czasem trochę bolą mnie pretensje komentujących, głównie zwracających uwagę na to, że coś jest zbyt drogie. Dlatego też, Drogi Czytelniku, proszę, spróbuj postawić się po drugiej stronie i pomyśl, że tam też pracuje zwykły śmiertelnik.

Dodaj komentarz